USG 3 D – Muszu, Muszu, ty geniuszu

Maj 1st, 2011

Przedyskutowawszy kwestię kampanii reklamowej USG 3 D ze smokiem Muszu – największym guru marketingu i reklamy, jaki kiedykolwiek narodził się w świecie kreskówek, tj., ekhm, w świecie artystycznej kreacji, stwierdzamy, co następuje.

Otóż niniejszym obwieszczamy, że aczkolwiek kampania ultrasonografii trójwymiarowej jest już obmyślona, a specjaliści od marketingu wraz ze specjalistami od USG-3D nie śpią po nocach, bo mają pełne ręce roboty, nie możemy – wbrew obiecankom-cacankom, jakie znajdziecie państwo w poprzednich wpisach tego bloga, zdradzić absolutnie nic, żadnych szczegółowych ani nawet pobieżnych, zdawkowych informacji o szykowanej właśnie kampanii USG 3D/USG 4D.

Wiadomo, licho nie śpi, a konkurencja tylko czeka, zatem, niestety, musicie obejść się smakiem lub myśleć, że „USG 3D fajne jest, bo ja tak chcę”. A tymczasem żegnam się ślicznie i załączam pozdrowienia od Muszu.

USG 3D – to się sprzeda

Kwiecień 1st, 2011

Już! Wiem! Muszu, Muszu, ty geniuszu. Zmiana konceptu, zmiana mesydżu i.. to się sprzeda, mała! Przecież, kurde, zabawa wymową USG-3D, aczkolwiek, owszem, dla ludzi z pewnych kręgów (zrycia beretu) całkiem fajna, nie może być konceptem, na którym oprze się cała wielka kampania reklamowa ultrasonografii trójwymiarowej, nie?

No bo kto jest głównym odbiorcą tej usługi? Do kogo przede wszystkim skierowane jest USG 3 D? No, no, do kogo? Muszu, co ty powiesz na ten temat? Do kobiet w ciąży? Taaak, Muszu jak zawsze ma rację i dlatego może zachować swój piedestalik. Przecież badania ultrasonograficzne, zwłaszcza właśnie USG 3D, największą frajdę sprawiają kobietom w ciąży, które mogłyby godzinami oglądać swoje płody, tj., ekhm, swoje nienarodzone dzieciaczki, na ekranie aparatu USG.

Dlatego też trza zmienić koncept naszej kampanii na to, o czym pisaliśmy w pierwszych wpisach niniejszego bloga, a mianowicie: USG 3D – Lepiej, Dłużej, Mocniej albo coś w tym stylu. Przedyskutujemy to jeszcze z guru marketingu i reklamy Muszu i być może następnym razem uchylimy rąbka tajemnicy.

USG 3D – jest mesydż

Marzec 27th, 2011

Dobra, teraz mesydż. Bo wiadomo, sam koncept to za mało i aby cokolwiek, no w tym wypadku oczywiście USG 3 D, sprzedać, potrzebny jest jeszcze – by po raz kolejny użyć słów marketingowego guru Muszu – „mesydż”.

Ale jak sformułować przekaz marketingowy ultrasonografii trójwymiarowej? Że co? Że USG-3D fajne jest, bo ja tak chcę? Nie, to chybiony pomysł – kogo obchodzi, czego ja chcę? No a poza tym trza przecie jeszcze całą identyfikację wizualną stworzyć, a to już – wiadomo – nie moja w sumie sprawa, bo tyle wiem o grafice, ile o USG 3D, ale tu nie wiedza się liczy, tylko ściema, tj., ekhm, umiejętności handlowe i negocjacyjne.

No ale nic, widzę, że dzisiaj coś średnio z moją kreatywnością, w związku z czym mesydżu nie ma, ale chłopcy z aj ti na pewno coś wymyślą i będzie ok – prawie tak ok jak sama ultrasonografia trójwymiarowa.

USG 3D – jest koncept

Marzec 23rd, 2011

O matko, wielki powrót wielkiego Muszu, tj., ekhm, konceptu, co by tu pisać o USG 3D/USG 4D, tak aby czytelnicy nie umierali z nudów podczas czytania, a ja – podczas pisania. Nie no, żartuję, nikt nie umrze z nudów, skądże znowu! Przecież sama ultrasonografia trójwymiarowa jest na tyle fascynującym tematem, że właściwie nijak nie trzeba jej już ubarwiać ani w żaden sposób reklamować.

No bo spójrzcie – sama nazwa: USG 3 D. Można ją czytać na wiele sposobów, na przykład „u es gie trzy de”, „u sy gy trzy dy”, „ju es dżi fri di” i jak tam se chcemy, co samo w sobie jest już świetną zabawą, którą można wykorzystać w kampanii reklamowej. Niech każdy specjalista od marketingu, zatrudniony na etat albo na akord u ginekologa oferującego USG 3D, weźmie to pod rozwagę. To jest koncept.

A, by znów odwołać się do genialnego Muszu: „jest koncept, jest mesydż, to się sprzeda, mała!”, zatem do dzieła! Jedziemy z USG-3D dalej, hejże he! ;)

USG 3D – jest koncept, jest mesydż, to się sprzeda, mała

Marzec 21st, 2011

Muszu, Muszu, ty geniuszu… Tj., ekhm, na czym niby ma polegać ten fantastyczny pomysł, na jaki wpadłam jakiś czas temu i który opisałam na łamach tego zacnego bloga o USG 3D/4D? No właśnie, jaki? Wiecie, jak to jest – przychodzi czasem do łba jakiś koncept, czasem nawet świetna ajdija, niekoniecznie dotycząca ultrasonografii trójwymiarowej, i co? I znika tak szybko, jak się pojawiła, pozostawiając jeno jakieś odległe wspomnienia czy marzenia o wielkości.

No ale nic, nie ma tragedii, bo wciąż możemy pisać o USG 3D – tym razem już bez żadnego konceptu, bez mesydżu i ze świadomością, że nikt tego nie kupi. Cóż, czasem trzeba iść na kompromis nawet z samym sobą i po prostu pisać… czy to o ultrasonografii trójwymiarowej, czyli USG 3 D, czy to o Muszu – jednym z bohaterów bajki pt. „Mulan” (swoją drogą, polecam – zwłaszcza dla tych dziewczynek, których mózg jest narażony na zrycie przez nadmiar księżniczek i innych różowych czy srebrnych wróżek).

USG 3D – co by tu, eee

Marzec 11th, 2011

Kurde, przeczytawszy swe wcześniejsze wpisy o USG 3-wymiarowym czy też ultrasonografii 3d, stwierdzam, że niezły miałam koncept, kurde, szkoda, że tylko trzy określenia wymyśliłam – zresztą w nawiązaniu do trójki w 3D, no ale to właśnie jest problem… Tylko 3 hasełka, już opisane i wyjaśnione, o ultrasonografii trójwymiarowej, i nie wiadomo, co dalej pisać. A takie dobre miałam wejście…

Teraz obawiam się, że ten jakże kreatywny i pomysłowy blog o USG 3-D/USG 4-D, czyli o ultrasonografii trójwymiarowej (lub USG4D) – trzykrotnie lepszej, fajniejszej i bardziej cool od zwyczajnego USG – przestanie być odwiedzany przez te wielkie rzesze fanów, że ludzie przestaną klikać „Lubię to!” na fejsbuku i tak oto zakończy się ma wielka kariera blogowicza.

Ale, ale… coś mi świta! Nie, nie dioda jakaś czy inne światełko na aparacie USG 3D

Ale o tym później, niech pomysł dojrzeje, a tych spośród państwa, których rozpiera chęć dowiedzenia się czegoś nowego o tej zacnej metodzie diagnostycznej, zapraszam tymczasem do wpisania w Google hasła „trójwymiarowa ultrasonografia” albo „USG 3D”, albo „zacna metoda diagnostyczna”.

USG 3D – co za emocje!

Marzec 8th, 2011

Co za emocje! Prawie jak podczas meczu piłki nożnej w knajpie pełnej drących mordy pijanych kibiców. Tak, tak, właśnie tak wielkie emocje może wywoływać USG 3D. Bez ściemy. Oczywiście nie u każdego – są wszak ludzie całkiem pozbawieni uczuć i zdolności do jakichkolwiek uniesień. Ale umówmy się, że większość jednak posiada choćby cień serca i potrafi przeżywać wzruszenia, również te, jakie płyną z ultrasonografii trójwymiarowej.

Tj. może nie z samej trójwymiarowej ultrasonografii, bo to przecież jeno metoda diagnostyczna (a konkretniej – by trochę konkretów na tym blogu było – metoda diagnostyki nieinwazyjnej, wykorzystywana w wielu dziedzinach medycyny), lecz z badania USG 3 D, zwłaszcza wykonywanego podczas ciąży.

Tak, babeczki w ciąży nie tylko czerpią wielką przyjemność z badania USG-3D, ale też doznają wzruszeń porównywalnych do emocji pijanego kibica piłki nożnej oglądającego zwycięstwo swej ulubionej drużyny – dajmy na to, Arki Gdynia albo Widzewa Łódź. Oczywiście wynika to z faktu, iż – podobnie jak kibic lubi patrzeć na spocone i wykrzywione w ferworze walki o zwycięstwo twarze piłkarzy – tak babeczka w ciąży lubi oglądać wyraz twarzy swego płodu, tj., ekhm, nienarodzonego dzieciątka, na jakże wyraźnym obrazie USG 3 D.

USG 3D – chcesz patrzeć dłużej

Luty 24th, 2011

No to jedziemy dalej. Długa droga przed nami, no ale trud na pewno się opłaci. Nie wiadomo, o co chodzi, ale na pewno będzie fajnie. Tj., ekhm, kontynuując jakże wzniosłą myśl zawartą w pierwszym wpisie niniejszego bloga, poświęconego oczywiście zagadnieniom arcyfantastycznego USG 3D, w dzisiejszym, trzecim już odcinku naszych mniej lub bardziej kreatywnych dywagacji o tym, jaka to megasuperancka jest ultrasonografia trójwymiarowa, zajmiemy się przybliżeniem Państwu drugiego przymiotu USG 3D, a mianowicie: „Dłużej”. Uff, znowu te zdania takie długaśne wychodzą – ale to nie moja wina, czasem tak po prostu bywa.

Dobra, do rzeczy. Bez dłużyzn o „Dłużej”. Generalnie chodzi o to, że tego fantastycznego trójwymiarowego obrazu, jaki otrzymujemy podczas badania USG 3D, chcemy patrzeć na ekranik monitorka aparaciku ultrasonograficznego znacznie dłużej niż podczas zwyczajnego, dwuwymiarowego USG, na które właściwie nawet nie raczymy spojrzeć.

Oczywiście zwłaszcza babeczki w ciąży znajdują wyjątkową przyjemność we wgapianiu się w ekran USG 3D i oglądaniu do znudzenia owocu własnego żywota, znajdującego się jeszcze w łonie. O tej wyjątkowej przyjemności napiszemy następnym razem, a tymczasem zakończmy już te dywagacje, bo dzisiaj wpis o USG 3D jakiś jakby nudnawy wyszedł, więc nie ma co przedłużać.

USG 3D – trzykrotnie lepsza widoczność

Styczeń 13th, 2011

Po tym jakże fantastycznym wejściu tudzież wstępie, z jakim zapoznaliście się w poprzednim wpisie niniejszego bloga, czas na zapewne długo wyczekiwane konkrety – czyli odpowiedź na pytanie „Dlaczegóż to niby USG 3D jest aż trzykrotnie lepsze od klasycznej ultrasonografii?” bądź też: „O co chodzi?”.

Zaczniemy od widoczności, czyli od tego enigmatycznego „lepiej (widać)”, zasygnalizowanego pokrótce ostatnio. Dlaczego lepiej widać i niby co takiego widać? Otóż, by nie być gołosłownym i w miarę szybko przejść do meritum, ograniczając do minimum słowotok/lanie wody/dygresje/niezwiązane z tematem przemyślenia własne, w odróżnieniu od klasycznej ultrasonografii dwuwymiarowej, która daje jedynie obrazy przekrojów badanych obiektów, USG 3D – czyli przefantastyczna ultrasonografia trójwymiarowa – ofiarowuje nam możliwość oglądania badanych obiektów (czyli ludzkich narządów tudzież płodów, również ludzkich, acz nie tylko…) na wyjątkowo wyraźnym, oczywiście trójwymiarowym obrazie.

Uff, wszystko w jednym zdaniu. Szybka akcja, krótka piłka.

USG 3D – trzykrotnie lepsze

Grudzień 21st, 2010

Najnowocześniejszą metodę diagnostyki nieinwazyjnej, czyli USG 3D/4D, można określić za pomocą trzech jakże wymownych słów: Lepiej… Dłużej… Mocniej… We wszystkich trzech wymiarach!

A o co chodzi z tymi trzema określeniami USG 3D? Czy to tylko kiepski chwyt marketingowy tudzież denny zabieg stylistyczny? Bynajmniej… (oczywiście „bynajmniej” w swym jedynym słusznym znaczeniu, a nie synonim „przynajmniej”! – taka mała dygresja dydaktyczna…).

Już wyjaśniamy te tajemnicze określenia trójwymiarowej ultrasonografii, czyli USG 3D/4D:

Lepiej – lepiej widać…

Dłużej – dłużej chce się oglądać…

Mocniej – mocniejsze wrażenia, większe emocje, niesamowite wzruszenia…

Oczywiście wymienione powyżej, jakże chwytne i lotne zarazem, określenia USG 3D dotyczą przede wszystkim badań ultrasonograficznych, jakie wykonywane są w okresie ciąży – to bowiem przede wszystkim kobiety cenią sobie takie przymioty jak „lepiej, dłużej, mocniej”, a kobiety w ciąży odnoszą te określenia do USG 3D ;)